Stałem zalany łzami nad jej grobem...

 

Patrząc w dół, w którym właśnie chowali moją dwudziestoletnią siostrę Kasię nie sądziłem, że mogę tak płakać... W głowie jednak miałem taki głos, że marnowałem większość mojego dotychczasowego życia, że ta śmierć, śmierć mojej siostry to swoisty znak z góry i że jeżeli go źle odczytam to moje życie będzie zmarnowane do końca...

Katarzyna Staszak

Katarzyna Staszak

 

Było to 31 grudnia 2012 roku... Wiele osób patrzących na mnie w chwili obecnej patrzy przez pryzmat moich sukcesów. Jednak chcę Ci przedstawić innego Tomka Damiana, Tomka, którego nie znasz zapewne ale chciałbym aby moja historia Cię wiele nauczyła... Mądry człowiek bowiem uczy się na cudzych błędach i mam nadzieję, że Ty nauczysz się na moich... Zobacz dziś moją drogę. Nazywam się Tomasz Damian i pochodzę z małej wsi, Owczary, w lubuskiem...

Nigdy się w mojej rodzinie nie przelewało, mój ojciec jest alkoholikiem i kiedy jeszcze z nim mieszkaliśmy jako małe dzieciaki ciągle słuchałem awantur i bałem się, że dostanę solidne lanie (niejednokrotnie obrywałem od ojca skórzanym pasem...). Kilka lat później, moja kochana mama miała na tyle siły aby się uwolnić od tyrana i przeprowadziliśmy się. Trochę to zmieniło sytuację, jednak mama, ciężko pracowita kobieta znowu trafiła na idiotę i damskiego boksera... Ciągle patrzyliśmy z trzema siostrami na awantury, głównie ze względu na kasę. Wyczuwałem, że w związku z tym, że jest jej brak, brak było wszystkiego:

• ubrań,

• jedzenia,

• sprzętów,

• nie wspomnę już o bardziej luksusowych rzeczach...

 Wtedy, a były to początkowe lata 90 nie mogłem sobie wyobrazić, że niektórzy mogą mieć różne zabawki, gadżety a ja niestety nie... Znasz to ? Często, na okoliczność chęci posiadania nowej piłki nożnej, pary butów, spodni słyszałem od mojej mamy : "pieniądze nie rosną na drzewach", "skąd mam Ci nabrać pieniędzy", "nie jestem zrobiona z pieniędzy" i tym podobne cytaty... Słyszałeś podobne ?

piłka dziecka

Mimo, że mama ciężko pracowała to jej zarobki z dwóch etatów na raz starczały ledwo na jedzenie, opał i inne podstawy ale coś takiego jak jakaś fanaberia czy lekka chociaż zachcianka typu : kurtka czy buty modne po prostu nie istniało... Takie były czasy i jakoś się żyło... W tamtym czasie pamiętam jak próbowałem wszystkiego co może dziecko aby zarobić jakieś pieniądze na wymarzoną piłkę czy grę – zbierałem puszki aluminiowe, złom, butelki a nawet w sąsiedniej wsi sprzedawałem do skupu ślimaki winniczki exportowane do Francji… Pamiętam moment, kiedy w końcu zarobiłem po tygodniu pracy na piłkę do gry a następnie przy pierwszym kopnięciu wylądowała ona w krzakach i … przebiłem ją o wystającą gałęź… Wyobrażasz sobie moje rozczarowanie, cierpienie i łzy w oczach ? Nie wiem co tak naprawdę było tą iskrą, tym momentem zapalnym dla mnie do tego aby zmieniać moje życie na plus ale zawsze, odkąd sięgam pamięcią miałem w sobie „żyłkę” handlowca. Potrafiłem z piaskownicy przynieść za jeden traktorek dwa autka (co nie zawsze się wtedy podobało moim rodzicom).

Takie były czasy, Polska wchodziła w okres początkowej demokracji i ludzie zaczęli szukać sposobów na dobrobyt w Polsce. Ja mieszkałem na początku w rolniczej wsi, potem w takiej gdzie nie było rolnictwa ale wszyscy pracowali na etatach. Przełom dla mnie nastąpił w szkole średniej. Jako piętnastolatek nie mogłem przeżyć, że moi koledzy mieli wszystkiego pod dostatkiem – większość z nich była synami i córkami prezesów, dyrektorów oraz dobrze sytuowanych rodziców. Koledzy prześcigali się, który ma nowe „najki” czy „adidasy”… Uczyłem się wtedy w Słubicach w liceum ekonomicznym i był to okres kiedy ludziom nie brakowało niczego w mieście… Bazary Słubickie i w Kostrzynie nad Odrą dawały zatrudnienie mieszkańcom a lokalni przedsiębiorcy zarabiali na każdej przysłowiowej „szmacie” (ubraniach sprzedawanych na bazarze Niemcom)… Moim celem w liceum było otworzenie wymarzonej firmy jak ukończę szkołę… Wszyscy patrzeli na mnie z politowaniem, ironicznym uśmiechem i podobnymi grymasami gdy pytali co będę robił jak ukończę szkołę. Nauczyciele ledwo dopuścili mnie do matury, mimo, że w podstawowej szkole byłem najlepszy w klasie, w średniej szkole skupiałem się raczej na wiedzy, która mnie interesowała niż na śrubowaniu średniej z ocen i wyścigu szczurów do czerwonego paska na świadectwie…

 

bazar słubice

bazar słubice

Moja mama pracowała wtedy na bazarze w Słubicach i miałem możliwość po raz pierwszy się sprawdzić w roli sprzedawcy. Wtedy zrozumiałem jedną rzecz : „obsługuj klienta w ten sposób, jak sam byś chciał być obsłużony”. Ta maksyma dała mi potem miliony zł obrotu w moich firmach. Ale droga była dłuuuga przede mną. I maksymalnie wyboista. Na przemian pracowałem na bazarze i zarabiałem na przemycanych do Niemiec przez graniczny most Słubice-Frankfurt papierosów… Niestety nielegalne biznesy kończą się… No jak myślisz ? Czym ? Wizytą za kratkami… Dwa miesiące pozbawienia wolności w trzeciej klasie szkoły średniej to raczej mało perspektywiczny dla 17 latka fakt, nie uważasz ? Co się stało, to się nie odstanie… Jak zwykle w takich sytuacjach pomogła mi najważniejsza osoba w moim życiu – mama ! Tak często ratowała mnie z opresji…

 

Jednak to wydarzenie nauczyło mnie życia i był to pierwszy z trzech moich przełomów.

Wróciłem do szkoły i wiedziałem jedno – muszę ją ukończyć i już nigdy nie wrócić tam gdzie byłem. Po tym wydarzeniu został mi jedynie tatuaż na prawym ramieniu… Dalsze losy szkolne szły już z górki, dojeżdżałem z mojej małej wsi do Słubic, uczyłem się, pracowałem w weekendy aby mieć na swoje utrzymanie i marzyłem aby skończyć szkołę i zacząć swój biznes. Maturę zdałem korzystając z umiejętności adaptacji. Chyba nie muszę tłumaczyć co mam na myśli. Z racji tego, że moim marzenie był biznes postanowiłem pójść na studia z zarządzania i marketingu. Nie dlatego, że był to wtedy modny temat ale dlatego, że to było moje marzenie. Jednak nauczyciele i ówczesny system szkolnictwa szybko wytłumaczyli mi, że jestem za słaby i nie zakwalifikowali mojego świadectwa do dalszej tury kwalifikacji na studia niwecząc moje marzenie (cóż za ironia, mój wujek, który chciał uniknąć wojska ale nie studiować, dostał się na nie, a ja 5 lat później pokazałem, że można zrobić milion zł obrotu w swojej własnej firmie bez konieczności posiadania tytułu magistra)…

Nagle otrzymałem powołanie do wojska. Cóż, wtedy kraj się upominał o swoich poborowych a ja nie miałem ani tzw. „wtyków” ani innego nie dostałem się jak już wiesz na studia więc nie miałem wyjścia. Zaproszono mnie na rozmowę do Komisji Wojskowej do Sulęcina gdzie jako poborowy podlegałem. Historia była dość długa, chcieli mnie wysłać na kierowcę do Wędrzyna, jednak ja zobaczyłem wiszący na ścianie nabór do jednostki komandosów w Lublińcu… Dowódca jednostki poborowej spojrzał na mnie i powiedział protekcjonalnym tonem coś w stylu : „synu, chciałem abyś był kierowcą, ale cóż, jeżeli lubisz jeść robaki w lesie to zostaniesz komandosem”. Ja byłem mega szczęśliwy kiedy zdałem badania lekarskie ale mój optymizm znikł już w pierwszym dniu służby dla kraju. Kiedy trafiłem w lutym jako pobór zimowy w 1999 roku do 1 Pułku Komandosów w Lublińcu zostałem tak „przeczołgany”, że odechciało mi się być ochotnikiem… To był jednak punkt zwrotny nr. 2 w moim życiu i dlatego o nim Ci piszę. Wiele marszów, wykopywania okopów i innych gier i podchodów, gdzie myślałem, że już nie dam rady a zostałem brutalnie przywrócony do porządku uświadomiło mi, że człowiek może przejść wiele w życiu. Moje życie zmieniła też Gabriela, którą poznałem w 1999 roku ale o tym opowiem Ci kiedy indziej, na dowód tego, że prawdziwa miłość może czekać nawet 15 lat.

Gabriela i Tomek

Gabriela i Tomek

Wracając do tematu mojego życia biznesowego, po wojsku wróciłem w moje okolice i totalnie spłukany, bez perspektyw zatrudniłem się, przyciągnięty piękną wizją kariery do McDonaldsa. Słynna restauracja płaciła mi jednak 450 zł miesięcznie. Nie miałem wtedy auta, był rok 2000, jeździłem do pracy rowerem. Pamiętam, jak kiedyś, na obchodzie czystości restauracji, w piękny słoneczny dzień, ja czyściłem parkingowy deptak z poprzyklejanych gum do żucia i niedopałków gdy nagle w tym momencie podjechał mój kolega ze szkoły do której chodziliśmy 2 lata wcześniej. Podjechał najnowszym modelem pięknego sportowego VW Golfa, który był marzeniem wszystkich moich kolegów, a z tego auta wysiadła obok piękna blondynka „Barbi”. Wyglądając jak milion dolarów podszedł do mnie i zapytał z beztroskim uśmiechem: „Co tu robisz?” . Pomyślałem sobie „Kur…a, a jak myślisz!?”. Nie czułeś się nigdy tak jak ja ? Jeżeli jeszcze czytasz ten długi art. to sądzę, że znasz klimat. Powiedziałem sobie wtedy, że ja też chcę mieć w nosie wszystko. Kolega dodał mi jeszcze wtedy, że właśnie odpuścił sobie studia, za które miał dodatek od rodziców dwa razy większy niż ja zarabiałem przez miesiąc. Szlag mnie trafił ! Nie zrozum mnie źle – kolegów z klasy bardzo lubiłem. I lubię do dziś. Jednak to, że nie ja, wydawało mi się wtedy – mega kozak i inteligent mam dużo niższy standard życia –to już mnie wkurzało totalnie ! Starałem się jak mogłem a tymczasem mój boss posądził mnie o coś czego nie zrobiłem. Byłem najlepszym sprzedawcą hamburgerów ale nie zostałem doceniony a nawet mylnie oceniony. Zmieniłem jeszcze dwie firmy i w obu pracowałem na 150 % normy a otrzymywałem ochłapy. Pracowałem po nocach, w mrozie, w błocie itp… Dojeżdzałem do pracy rowerem a potem małym fiatem…

W między czasie zacząłem pracę dodatkową w komisie gsm u przyjaciela Przemka. Wtedy mój dobry kolega zaproponował mi pracę u rolnika przy zbieraniu szparagów. Nie wahałem się ani minuty kiedy się dowiedziałem o tym ponieważ zarobki, które mogłem tam osiągnąć mogły mi pozwolić na otworzenie swojego sklepu gsm. Pojechałem i dwa miesiące łamałem kręgosłup zbierając w polu szparagi po to aby zarobić wymarzone kilka tysięcy zł i udało mi się otworzyć pierwszy serwis gsm w Gorzowie. Był to rok 2004 a moja kariera poszła wtedy ekspresowym tempem choć nie bez przeszkód. W 2007 roku, w zasadzie po 4 latach od startu moja firma osiągnęła 1 milion zł obrotu potwierdzony oczywiście pitem z urzędu skarbowego. Jednak cyfry nie oddają ilości pracy i zaangażowania oraz stresu jaki mnie to kosztowało. Mój najdłuższy urlop to 3-4 dniowy długi weekend. W między czasie kilka kontroli z urzędu skarbowego i przez błędy proceduralne moich księgowych kilkadziesiąt tysięcy zł do zapłacenia. Rada : zawsze podpisuj umowę z profesjonalną firmą podatkową i nie żałuj na doradców. Zwrócą się prędzej czy później.

Moim błędem było to, co zazwyczaj trafia się każdemu początkującemu – syndrom nowobogackiego.

Zarabiałem dużo ale nie inwestowałem, nie rozwijałem się w umiejętności biznesowe i mimo, że rozwijałem firmę zacząłem popełniać wiele błędów. Kredyty zaciągnąłem na pierwsze, drugie auto, na rozwój firmy, na sprzęt itp… No dlaczego nie skoro firma zrobiła w styczniu 2008 dwieście tysięcy zł obrotu przy dużej marży. W między czasie nie dobierałem sobie za dobrze kadry : ludzie uśmiechali mi się w twarz a za plecami mnie okradali. Pewien pracownik złapany na gorącym uczynku jak mnie okradał z nowego telefonu zaczął płakać, że nie ma na pampersy dla swojego dziecka a ja miałem miękkie serce i mu wybaczyłem. Dziś wyleciałby od razu. Później oczywiście wbił mi nóź w plecy i okradł na 30 razy większą kwotę. Jak mówią: „Masz miękkie serce musisz mieć twardą d..ę”. W tym czasie zainwestowałem w salon Ery i wkopałem się na maksa w remont lokalu, wyposażenia, koszty franczyzy : ponad 100 000 zł.

Przeprowadziłem się do Gorzowa gdzie otworzyłem swój salon a w tym czasie padały mi okradane przez pracowników sklepy w Zielonej Górze. Wtopiłem ! Nie miałem wyjścia z sytuacji. Miałem dwa tonące okręty – z Zielonej Górze sklepy, które padały bo Unia Europejska otworzyła rynki pracy i ludzie mi uciekli do pracy za 10 razy większe stawki do Anglii, a drugi okręt wymagał doinwestowania bez pewności, że to się zwróci. Na dodatek banki zrezygnowały z finansowania moim klientom produktów i moje obroty padły do 10 % ! Nie wiedziałem, który statek ratować a w między czasie były niedoszły wspólnik okradł mnie na kolejne 80 tysięcy… Pociągnąłem rok i obudziłem się z 200 000 zł długu na koncie. Komornicy dzwonili kilka razy dziennie, miałem zastawione auto u prywatnych ludzi, którzy mieli bardziej restrykcyjne metody niż banki, o których nie chcę mówić przed 24 godziną. Bałem się wchodzić w nocy do domu a w dzień z niego nie wychodziłem. Wtedy zostawiła mnie partnerka, która na dodatek zaczęła mnie szantażować, że nie da mi się spotykać z synem. To mnie zdruzgotało, cała ta sytuacja. Zacząłem się spotykać z dziwnymi ludźmi i robić dziwne rzeczy. Może kiedyś o tym napiszę ale mówiąc delikatnie wiele rzeczy i dni nie pamiętam bo byłem zamroczony . Piłem za dużo alkoholu a moje dni przypominały film „dzień świstaka” w wersji hard. Trwało to może pół roku, może rok. Bałem się ludzi. Na dźwięk pukającej do drzwi osoby miałem serce w gardle, pociłem się i nie wiedziałem jak zareagować. To było straszne. Tliła się we mnie iskierka nadziei, że sobie poradzę, że to stan przejściowy…

Komornik

Komornik

Pamiętam jak dziś, kiedy powiedziałem sobie w końcu dość – był to mroźny, lutowe dzień…

Wyszperałem pieniądze jakie miałem i poszedłem kupić 2 butelki wódki gorzkiej żołądkowej miętowej. Pamiętam do dziś jaskrawy, zmrożony śnieg, kolor sklepu do którego wszedłem i całą sytuację ze szczegółami. Ze sklepu miałem 150 m do domu, poszedłem i sam wypiłem ile dałem rady. Padłem na podłogę i ktoś zaciągnął mnie do łazienki abym pozbył się zawartości żołądka… Nie był to przyjemny widok na bank. Ja jednak podświadomie czułem, że to ostatni taki dzień w moim życiu. Bez sensu, bez celu i bez perspektyw. Obudziłem się z dużym kacem ale byłem szczęśliwy. Wiedziałem, że to był mój punkt krytyczny, że więcej nie chcę tak żyć. I to spowodowało, że otworzyłem oczy szeroko na świat.

Z racji tego, że bałem się wtedy ludzi, przeczesywałem internet aby sprawdzić jakie są możliwości. Usłyszałem, że młodzi ludzie, którzy stworzyli internetową naszą klasę (wtedy portal robił furorę) sprzedali część firmy za kilka milionów zł! To samo usłyszałem o kilku innych firmach i mnie zaintrygowało jak szybko można wykreować firmę wartą fortunę w internecie. Później co nieco na temat tej łatwości moje przekonania zostały zweryfikowane jednak uważam, że nie ma lepszego i mało kosztowego biznesu na start na dzień dzisiejszy ! Ponieważ miałem dwieście tysięcy zł długu to wizja użycia dźwigni mi zaimponowała. Porównałem sobie biznes, który znałem do tego który mi się ukazał po moich nazwijmy to badaniach.

Zalety biznesu internetowego były niezaprzeczalne:

• Twoje strony internetowe, video pracują kiedy Ty śpisz albo uprawiasz s….port, przebywasz z bliskimi Ci osobami,

• Narzędzia pracują za Ciebie (autorespondery i inne automaty informujące klientów o nowościach, produktach, narzędziach, promocjach itp…)

• Do rozpoczęcia potrzebujesz jedynie komputera lub tabletu z podłączeniem do internetu,

• Reklama w internecie jest zdecydowanie tańsza niż tradycyjna reklama,

• Masz możliwość prowadzić biznes z każdego zakątka na świecie a także z zacisza własnego mieszkania bez szefa, dojazdów itp.,

• Sam wyznaczasz sobie godziny pracy a większość możesz zautomatyzować i oddelegować. Czy to nie brzmi jak wolność ? Brzmi ! I nią jest… Na dodatek na dzień dzisiejszy jest dużo łatwiej. Stronę internetową można mieć w 3-4 klikach gotową w 15 minut, pokoje transmitujące obraz, na których przygotujesz prezentację biznesu czy produktu tanie i ogólnodostępne, łącza internetowe mamy najlepsze na świecie. Pełen Lux !

 

Mi jednak nie było tak łatwo jak u góry widać. Ten biznes jak każdy biznes oczywiście nie jest łatwy ale z drugiej strony nie znam innego równie łatwego. Jednak moja historia z biznesem internetowym jest nieco dłuższa. W 2009 roku, o ile dobrze pamiętam pozbierałem się po moich dołach i zacząłem mozolnie odzyskiwać moją pozycję. Na początku pracowałem ledwo na odrabianie swoich długów i życie oraz szkolenia. Zacząłem się uczyć narzędzi internetowych jak budowanie stron, podstaw html itp…

To zajęło mi około 2-3 lata i nie zarabiałem w tym czasie pieniędzy z internetu.

Zainwestowałem w pierwszy sklep internetowy 5000 zł a potem kolejny sklep kilka tysięcy, zainwestowałem w reklamę. Nie było to lekkie gdyż wraz ze wspólnikiem prowadziłem lombard i to dawało nam możliwość inwestowania w projekty i pomysły internetowe. Byłem już przytłoczony i już myślałem, że ten biznes nie działa ale wtedy poznałem człowieka, który regularnie zarabiał kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie w internecie. Po pierwsze działał w marketingu sieciowym a po drugie robił to co większość osób w branży uznawała za niemożliwe – w 99 % przy użyciu internetu.

Ja wtedy postanowiłem zacząć się od niego uczyć bo szkolił bardzo merytorycznie a co najważniejsze miał wyniki w tym co robił. Pamiętam, że nie stać mnie było na kupno szkolenia więc poszukałem sposobu i wraz z kilkoma zainteresowanymi osobami kupiliśmy szkolenie składając potrzebną kwotę. Mój mentor otwierał nowy projekt marketingu sieciowego w Polsce i była szansa być jedną z pierwszych osób, które dołączą do Teamu więc wykonałem rozmowę i zapytałem: „Proszę Pana czy mogę dołączyć do Pana zespołu i się uczyć od Pana?” – głos w słuchawce mi odpowiedział – „Tak, pod warunkiem, że pojedzie Pan na otwarcie firmy do Budapesztu na Węgry”. Z jednej strony pomyślałem – co ten facet pieprzy – ja mam 200 000 zł długu a on mi proponuje wyjazd, na który mnie teoretycznie nie stać a z drugiej strony pomyślałem, że właśnie taka postawa doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem.

 

Budapeszt World Trade Center

Budapeszt World Trade Center

Ostatnią wartościową rzeczą jaką miałem był mój notebook – zaniosłem go do lombardu i zastawiłem w zamian za gotówkę na około miesiąc. Wiedziałem, że jest możliwość zarobienia po przyjeździe, jak obiecał mój mentor. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Pojechałem do Budapesztu i ten wyjazd i ta decyzja zmieniła moje życie. Po powrocie miałem taką energię oraz wiedzę, że sprzedałem kilkunastu osobom produkty i mogłem odebrać laptopa z lombardu. Byłem pod ścianą – gdybym tego nie zrobił to bym nie zarobił pewnie tych pieniędzy.

 

Często dziś przychodzą do mnie ludzie i mówią : „Tomek, nie mam motywacji, skąd ją wziąć?”

Odpowiadam pół żartem pój serio mówiąc aby wzięli kredyt na 100, 200 tysięcy a potem na stosie spalili kasę albo przehulali w kasynie. Wtedy gwarantuję, że rachunki i życie ich zmotywuje do pracy. To brutalne ale prawdziwe. Nic tak nie motywuje jak Twój syn, Twoja matka, Twoja córka, której musisz kupić lekarstwa a Cię nie stać, zgodzisz się ze mną? Ja miałem taką sytuację, mój synek bardzo chorował, nie mogłem nawet w chwilach słabości pozwolić sobie na niezarabianie …

Mijały kolejne miesiące i lata aż nadszedł dzień 25 grudzień 2012 roku.Po wigilii przyjechałem do domu. Moja była partnerka była w pracy (pracowała w durnej pracy nawet w święta bo nie potrafiła sobie odmówić dodatkowej kasy) a ja w domu z synkiem spałem. Około pierwszej w nocy obudził mnie telefon mojej siostry. Zapłakana powiedziała mi TRAGICZNĄ INFORMACJĘ :

„Kasia nie żyje, zginęła w wypadku w Holandii”.

Zerwałem się na równe nogi nie wierząc w to co słyszę, jednocześnie zdając sobie sprawę z powagi przekazu i, że z takich spraw się nie żartuje. Wsiadłem w auto i pojechałem na wieś do mamy. Były moje pozostałem siostry i mama i niestety informacja nie była pomyłką. Kasia pracowała w Holandii, kolejne dni były straszne, pojechałem z mamą na rozpoznania ciała mojej kochanej siostrzyczki i zorganizowanie formalności… To był cios, to był szok, to był horror.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak bardzo mi jej będzie brakować i nie docierało do mnie co się stało. 31 grudnia 2012 roku pochowałem swoją 22 letnią siostrzyczkę i stojąc nad jej grobem łzy lały się ze mnie strumieniem… Do tamtej pory nie wierzyłem w Boga, w przeznaczenie, a moje życie było mdłe… Śmierć Kasi zmieniła WSZYSTKO !

Do tej pory byłem samolubnym palantem, któremu zależało TYLKO na sobie. Chciałem zarabiać kasę, coraz więcej, chciałem się wozić dobrymi autami, aby lał się szampan i dziewczyny tańczyły na masce… Jakie gówniarskie podejście, nie uważasz? Zrozumiałem jednak (na szczęście), że życie to nie tylko branie ale głównie DAWANIE INNYM ! Zacząłem się zmieniać wewnętrznie, moja partnerka przestawała mnie rozpoznawać, gdy ja zacząłem się rozwijać, chcąc pomagać innym osobom, ona stała w miejscu. Czułem, że to będzie koniec związku. Ja w między czasie zacząłem jeździć na szkolenia, zacząłem dawać z siebie 5 razy więcej niż do tej pory, a wiedzę, którą uzyskałem na szkoleniach od razu przekształcałem na kolejne efekty.

 

Kiedy zostałem zaproszony do promowania olbrzymiego eventu Harva Ekera w Polsce długo się nie zastanawiałem.

Tomasz Damian i T. Harv Eker

Tomasz Damian i T. Harv Eker

To była kolejna cegiełka w moim rozwoju. Zostałem zaproszony jako VIP na szkolenie z Harvem, zaraz później był Jack Canfield i kilka innych ważnych szkoleń w Polsce. Między mną a moją partnerką powstała przepaść. Ja chciałem pomagać ludziom a ona była zazdrosna i nie tolerowała oraz nie uczestniczyła w moich sukcesach. Zostałem w 2013 roku uznany Tuzem MLM (wyróżnienie prestiżowej gazety branżowej Manager MLM dla 21 najwartościowszych managerów). Rozwój niesamowicie układał mi klocki w głowie. Wiedziałem co chcę robić, wbrew mojej partnerce.

 

 

 

Bob Proctor i Tomasz Damian

Bob Proctor i Tomasz Damian

Wtedy zostałem zaproszony na szkolenie Boba Proctora do Warszawy i miałem przyjemność jako VIP zjeść śniadanie i obiad z Bobem oraz uczestniczyć w sesji prywatnych pytań i odpowiedzi. Jeszcze wtedy się wahałem co do mojego związku i jego przyszłości. Bob Proctor rozwiał moje wątpliwości gdy ktoś z Sali zadał podobne pytanie, które mi się kołatało w głowie: „Czy warto zaryzykować swoje życie dla idei?” Bob odparł, że nie tylko warto ale TRZEBA jeżeli nie chcesz zostać zombie czyli chodzącym żywym trupem. Po przyjeździe ze szkolenia miałem dylemat, który sam się szybko rozwiązał – próbowałem skleić moje życie do kupy jednak moja eks szybko mnie wyprowadziła z błędu nie pozostawiając mi złudzeń aranżując kolejną kłótnie. Spakowałem się do jednej walizki i wyjechałem z tym co miałem w ręku z domu oddając jej wszystko.

Przeprowadziłem się do Warszawy i zacząłem bardzo intensywną pracę. Z racji tego, że wypracowałem jako jeden z 7 najlepszych na Świecie partnerów firmy wyjazd do San Antonio w U.S.A. poleciałem tam i na konferencji biznesowej poznałem wielu czołowych marketerów świata. Wraz z Przyjacielem Marcinem zobaczyliśmy, że to co dzieli nas od ogromnego sukcesu to System ! Amerykanie używali tego systemu do pomocy swoim partnerom. My postanowiliśmy stworzyć, w odpowiedzi na lukę w Polsce, podobny System wspierający naszych partnerów. Tak, początkiem lipca 07.07.2014. wystartował Skuteczny System wspierający początkujących marketerów o nazwie RS7 czyli Rakieta Super 7.

Jak sama nazwa brzmi odlecieliśmy konkurencji na lata świetlne a po 5 miesiącach pracy z systemem nasz Team liczy ponad 1000 osób.

Mamy kilkunastu liderów, którzy potrafią samodzielnie pracować a kolejnych kreujemy. Naszym celem nie jest zarobek sam w sobie TYLKO POMOC ludziom w wydostaniu się z wyścigu szczurów, uzyskanie wolności. Napisałem ten najdłuższy w moim życiu artykuł aby pokazać Ci trochę kim jestem, co tu robię oraz, że początki nie były łatwe. W tym roku otrzymałem kolejne nagrody :

• Drugi rok z rzędu - tuz mlm 2014 wg. gazety alter business,

• Manager roku 2014 w firmie s7 medical company,

• Na 30 miejsc w ranking mojej firmy 18 miejsc zajmują osoby z mojej organizacji,

• Wypracowaliśmy z Marcinem auta BMW wartości salonowej ponad 500 000 zł…

Większość osób patrzy na mnie jak na człowieka sukcesu w tej chwili i niewątpliwie ten sukces jest. Ale chcę Ci przypomnieć moją drogę jaką przechodzę do dziś. Wiem jedno –NIC MNIE NIE POWSTRZYMA przed dawaniem innym osobom wartości. Ten powyższy tekst jest bardzo osobisty. Już raz podobny kiedyś napisałem i wtedy moja eks partnerka zarzuciła mi, że robię to dla lansu (co za bzdura).

A ja piszę go, obnażając całego siebie abyś po pierwsze nie popełnił moich błędów w życiu, po drugie abyś żył pełnią życia a po trzecie abyś nie przejmował się czarnymi chmurami w życiu. Pamiętaj, że każda porażka jest TYLKO informacją zwrotną tego co źle zrobiłeś i zarazem co masz poprawić.

Sugeruję Ci ciągle się rozwijać mentalnie:

czytać książki – minimum 30 minut dziennie, oglądać motywujące video lub słuchać audio – 30 minut dziennie. Dziękuj też za wszystkie rzeczy, które masz w życiu – nie ważne jak są małe – im częściej będziesz dziękować tym więcej przyciągniesz lepszych rzeczy do swojego życia. Ja po 15 latach odzyskałem miłość swojego życia.

Mam więcej Przyjaciół niż kiedyś, takich, którzy nie patrzą na moje pieniądze jak kiedyś patrzyli – ponieważ mają swoje… Pamiętaj - pod warunkiem, że nie będziesz narzekać i marnować mojego czasu – zawsze chętnie Ci pomogę. Pamiętaj – przeszedłem to i jako praktyk wiem co działa a co nie ! Trzymam za Ciebie kciuki i proszę o Twój komentarz poniżej.

A jeżeli Cię zainspirowała moja historia wklej ją na facebooku albo wyślij mailem znajomym. Twój Przyjaciel Tomek!

UWAGA: Kto jeszcze chce zarabiać 500, 1000, 3000, 5000 zł i więcej na autopilocie, zarabiając przy użyciu internetu ?

Odbierz Bezpłatny Poradnik PDF Tomka i Poznaj Jego Historię

  • Jaką musisz posiadać mentalność aby tego dokonać?
  • Jakimi narzędziami musisz dysponować ?
  • Jakie środki finansowe będą Ci potrzebne na start ?

UWAGA: Kto jeszcze chce zarabiać 500, 1000, 3000, 5000 zł i więcej na autopilocie, zarabiając przy użyciu internetu ?

Odbierz Bezpłatny Poradnik PDF Tomka i Poznaj Jego Historię

  • Jaką musisz posiadać mentalność aby tego dokonać?
  • Jakimi narzędziami musisz dysponować ?
  • Jakie środki finansowe będą Ci potrzebne na start ?